Jak można zostać milionerem za granicą

Jak można zostać milionerem za granicą ?

Bardzo wiele osób spośród moich znajomych wyjechało za granicę. Reprezentują różne zawody,

grupy wiekowe i są w różnych krajach.

Porównanie ich losów jest bardzo pouczające.

Prawie wszyscy wyjeżdżali na tak zwany żywioł.

Na przykład, ktoś z ich znajomych przekazał informację, że znalazł pracę, ile może zarobić i żeby przyjeżdżać.

To już wystarczało często do rzucenia wszystkiego, zebrania dostępnych pieniędzy lub pożyczenia i wyjazd.

Bez znajomości języka, przepisów, realiów życia. Dobrze, jeśli znajomy podał prawdziwe informacje,

jakaś praca rzeczywiście czekała i był dostępny kąt do spania.

Często było również tak, że skrzykiwało się kilka osób i wyjeżdżali na zasadzie, że jeśli innym się udało, to im też musi.

Praktycznie bez znajomości warunków w kraju, do którego się przenosili i z kiepską lub prawie żadną znajomością języka.

Tym, którzy tak postąpili, różnie się ułożyło.

Niewielka część musiała wrócić ze znikomym zarobkiem, a nawet w czterech przypadkach z długami.

Najlepiej powodzi się tym, którzy choć trochę znali język i są dobrzy w tym, co robią.

Ale poza jednym wyjątkiem, wszyscy wpadli w pułapkę sytuacji.

Typowy wyścig szczurów.

Mają najniższe lub prawie najniższe stawki, nie mają czasu na rozwój, naukę języka, poznawanie możliwości,

jakie stoją przed nimi otworem.

Mieszkają w fatalnych warunkach, ciułają grosz do grosza, a przebywając w zamkniętym polskojęzycznym otoczeniu,

nie uczą się języka nawet biernie.

Ale mają możliwość odłożenia pieniędzy i pewność pracy, co prawda kiepskiej, ale i tak kilka razy wyżej płatnej

niż w Polsce.

Trzymają się przez to kurczowo tego, co osiągnęli, nie próbując szukać nowych możliwości.

Przytoczę tu przykład pracowników budowlanych w Anglii.

Nie mając karty CSCS i będąc zwykłymi pracownikami najemnymi, nieznającymi języka i przepisów, zarabiają minimalne stawki.

Są wynagradzani tak jak praktykanci, niezależnie od ich kwalifikacji.

A wystarczyłoby kilka dokumentów, znajomość języka i przepisów, aby to zmienić.

W budownictwie nawet brak języka nie jest w tym przeszkodą.

Wystarczy, że jeden z brygady potrafi się porozumieć i zna wymagania.

A niektóre dokumenty od niedawna można wyrobić sobie już w Polsce.

Jeszcze więcej można zarobić jako firma, a nie jako pracownik najemny.

Podam tu dwa bardzo pouczające przykłady.

Dwaj moi koledzy, niezależnie od siebie, wyjechali około dwóch lat temu do Holandii.

Obaj w średnim wieku, ze średnim wykształceniem, bez znajomości holenderskiego i z bardzo słabym angielskim.

Obaj wyjeżdżali zanim jeszcze Holandia otworzyła możliwość pracy dla Polaków.

Jeden z nich mając to na uwadze, zarejestrował w Polsce wszechstronną firmę usługową.

Załatwił sobie NIP europejski. Przetłumaczył dokumenty na język angielski.

Wielkim ułatwieniem w pierwszych dniach jego pobytu w Holandii, był znajomy ze sportu,

którego podejmował kiedyś w Polsce przez dwa tygodnie.

Holender pomógł mu w rozmowach z dużymi firmami i gościł u siebie w początkowym okresie.

Polecenia sprawiły, że już po tygodniu podpisał kontrakt z firmą remontującą fabryczne dachy,

jako polski podwykonawca.

W końcu był przecież firmą, z ważnym NIP UE.

Jako firma dostał na początek stawkę 32 euro brutto za godzinę pracy pracownika, czyli jego.

Dzięki temu, że właściciel firmy nie jest ograniczony czasem pracy i innymi przepisami,

które dotyczą pracowników mógł pracować zawsze, kiedy chciał i pogoda na to pozwalała.

A chciał dużo.

Przebywając w otoczeniu tylko Holendrów, nauczył się biernie języka, który szlifował jeszcze

dodatkowo na kursach weekendowych.

Ostatnio zarejestrował firmę w Holandii, zlikwidował polską i zmienił ordynację podatkową.

Do tej pory jako firma polska, wykonująca usługę za granicą, rozliczał się w Polsce.

Jako firma holenderska zatrudnił pracowników, jak również zatrudnia jako podwykonawców

takie jednoosobowe firmy, jak on sam do niedawna.

Jest wiarygodnym partnerem dla firm holenderskich, dzięki świetnej opinii. Ale nadal współpracuje z pierwszą.

Dużo zarabia i ma sporą zdolność kredytową. Kupił ostatnio duży dom do remontu, na kredyt oczywiście.

Po wyremontowaniu, część zamierza sprzedać, co zwróci mu wszystkie koszty i pozwoli spłacić kredyt.

Resztę domu zostawia dla siebie i dla pracowników.

Ta „reszta” będzie miała po wyremontowaniu wartość ponad milion euro. Czyli będzie milionerem.

Myślicie, że to wszystko o nim?

Aby zmniejszyć koszt remontu, a była to straszna ruina, dogadał się ze znanymi jeszcze z Polski Ukraińcami,

założył dla nich firmę w Holandii i zapewnił mieszkanie, w zamian za pomoc przy remoncie.

Ponieważ znał ich z pracy w Polsce, mógł spokojnie polecić ich usługi znajomym firmom,

dzięki czemu dostali intratny kontrakt. Obie strony są bardzo zadowolone.

Kolega nic nie zapłacił za robociznę przy remoncie, a Ukraińcy mają czasowo gdzie mieszkać,

mają wsparcie językowe, są właścicielami holenderskiej firmy, zarabiają bardzo dobrze i cała Europa

stoi przed nimi otworem.

Polacy, których zna kolega, nie byli zainteresowani. Dlaczego?

Drugi z kolegów wyjechał w tym samym czasie.

Ponieważ zna kilku Polaków, którzy są tam od dawna, nie miał problemów z mieszkaniem.

Zatrzymał się u nich.

Znajomi skontaktowali go z firmą, która załatwiła mu zezwolenie, pracę i koszarowe mieszkanie z innymi Polakami.

Ten kolega zarabia 7 euro na godzinę.

Z tego musi zapłacić mieszkanie, dojazdy do pracy i utrzymać się, oraz zapłacić podatki,

które przy tych zarobkach nie są duże. Możliwości pracy w nadgodzinach ma ograniczone.

Odłożył niewiele. Przebywając i pracując z rodakami, praktycznie nie zna holenderskiego, ani żadnych przepisów.

Z warunków umowy między Polską i Holandią, o unikaniu podwójnego opodatkowania wynika,

że powinien dopłacić sporą kwotę fiskusowi w Polsce.

Sporo wyższą, niż odłożył. Mimo, że sytuacja, w jakiej się znalazł nie podoba mu się, boi się wrócić do Polski,

bo po prostu go na to nie stać.  Zaklęty krąg.

Tak niewiele trzeba zrobić, aby poprawić swój los i wyrwać się z wyścigu szczurów.

Ale najpierw trzeba pomyśleć, przygotować się, a potem to wykonać.

Zwykły pracownik, bez znajomości języka i przepisów, bez przygotowanej organizacji pobytu,

zarabia minimalne stawki i jest wykorzystywany na wszelkie możliwe sposoby.

Smutne jest to, że najczęściej Polacy, którym się powiodło i potrafią działać skutecznie w danym kraju,

są tymi, którzy często najbardziej wykorzystują swoich rodaków.

Jesteśmy chyba jedynym narodem, którego przedstawiciele nie wspierają się wzajemnie.

Przy znajomości języka, przepisów, możliwości i znajomościach jest już dużo lepiej.

Można wtedy być samozatrudnionym.

Jeszcze lepiej założyć firmę usługową, ale do tego trzeba być dużo lepiej przygotowanym i mieć z góry zapewnioną pracę.

W tym przypadku nadal jednak jesteśmy usługodawcami.

Wyższym stopniem jest bycie jednocześnie usługodawcą i usługobiorcą.

A jeszcze lepiej?

Ale o tym w innym artykule.

Piotr Waydel

Artykuł pochodzi z serwisu artykuly.com.pl – żródła darmowych artykułów do przedruku.



 Aktualny PageRank strony expand.info.pl dostarcza: Google-Pagerank.pl - Pozycjonowanie + SEO Katalogowanie stron Darmowe pozycjonowanie Elefanta.pl EXPAND Informacje Katalog stron e-gratka